Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
18 postów 389 komentarzy

Polityka globalna

Anna-PK - Żona, matka, właścicielka psa o imieniu Maja.

Moja Polska, mityczny kraj. Część I.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przedstawiam tereny z których pochodzę, są one prawie nieznane dla większości Polaków, bo były trudnodostępne. Właśnie z tej przyczyny teren ten stał się inny i w pewnym sensie unikalny.

Pochodzę z pólnocno-wschodniej Polski. Z miejsca między Puszczą Knyszyńską a granicą z Białorusią. Ludek chłopski zamieszkujący te tereny, jest absolutnie inny , szczególnie ze względu na to, że mówi innym językiem. Język jakim ci ludzie mowią, nazywają między sobą językiem „prostym”. Mowimy „po prostu”, ale jest to jakaś odmiana słowiańszczyzny, która  jest popularna na tych terenach i w części zachodniej Białorusi. Obecnie te tereny się wyludniły, większość młodych przeniosła się do miast, a ziemia lezy odłogiem i zarasta lasami.
Tamte tereny Polski pólnocno wschodniej, żartobliwie dzielono na częsci radzieckie, niemieckie i szlacheckie. Ja mieszkałam w części szlacheckiej, gdzie ludzie byli ziemią zamożni, mieli wielohektarowe gospodarstwa, nie było ani biedoty, ani parobkow, a słowo „morga” było tam nieznane. Wieś moich przodków była katolicko-prawosławna.
Z jednej strony w niewielkiej od wsi odległości był kościól katolicki, a z drugiej w podobnej odlgłości, była prawosławna cerkiew. Przy każdej świątyni był teren cmentarny. Wieś była niezwykle zgodna, tak wesela jak i pogrzeby, były obchodzone uroczyście, przez wszystkich niezależnie od wyznania. 
Przy samej granicy z Białorusią, ( a granicę tam ustalono chyba dopiero w roku 1951-52) jest misteczko Krynki, liczące wówczas, około 10tys. ludzi. Przed wojną był to „sztetel” zamieszkały w 3/4 przez żydów. Żydzi w Krynkach mieli mały przemysł garbarski, oraz zajmowali się handlem.  Dookoła Krynek były katolickie, prawosławne, a nawet tatarskie wioski i gospodarstwa. Żydzi ziemi nie mieli. Szperając po internecie znalazłam informację, że w Krynkach w roku 1905 była rewolucja wywołana przez żydowskich robotników przeciwko żydowskim właścicielom garbarni. Rewolucja trwała kilka dni i nie zostawiła większych śladów.
W Krynkach były chyba dwie  synagogi, żydowskie szkoły, żydowski sąd i żydowska policja. W każdy czwartek  na środku, na placu w  Krynkach był targ. Tam okoliczni gospodarze sprzedawali  zwierzęta i drób, mleko i masło żydom, lub sobie na wzajem, a kupowano drobne wyroby przemysłowe w sklepach żydowskich. Generalnie wieś była samowystarczalna. Uprawiano len i hodowano owce, a to stanowiło podstawę dla rzemiosła jakim było tkactwo. Były znane „sokólskie dywany” tkane przez gospodynie domowe w zimowe wieczory.
Jedna ważna historią zdarzyła przed samą wojną, a o której opowiadała moja Babcia.We wsi pojawiło się paru dziwnych mężczyzn, którzy  chodzili po polach i nad rzeką, ale nie kontaktowali się z lokalną władzą. Babcia uważa, że to byli niemieccy szpiedzy.
I taki stan zastała tam wojna 1939 roku. Do wsi, którą opisuję przyjechał Niemiec na motocyklu i zawiadomił, że tu będą Rosjanie i odjechał. Faktycznie po kilku dniach pojawili się Rosjanie.  Szkołę polską zamienili na rosyjską i więcej żadnych zmian nie było.
W Krynkach Niemcy zebrali wszystkich żydów i pieszo poprowadzili do Białegostoku. Wsie dostarczały furmanek do przewozu paczek i walizek. Krynki opustoszały i upadły, z miasteczka stała się wieś, mocno bezludna. Synagogi  zostały zburzone. Jako dziecko pamiętam  opustoszałe domy  świecące wybitymi oknami. Z czasem Krynki  odżyły, napływem miejscowej ludności. Z jednej strony Krynek jest katolicki kościół, a z drugiej jest prawosławna cerkiew. Żydów w chałatach, czy w myckach znałam tylko z opowiadań, zobaczyłam ich dopiero za granicą.
Charakter tym terenom nadają lasy i brak przejezdnych dróg, które odgradzały wsie przez długie lata od napływu obcych. Stąd zachował się długo specyficzny ich charakter. Ludzie się znali z dziada pradziada, nie lubili obcych, byli podejrzliwi  co do wszelkiej władzy, jako niosącej tylko problemy. Wojna tych wsi nie dotknęła, bo   Niemcy bali się lasów. Okres wojny dzielono: „ za pierwszych Ruskich, za Niemców, za drugich Ruskich”.  A po wojnie to zupełnie co innego, ale to w następnej części.
    

 

KOMENTARZE

  • @Autorka
    Relacja jak razowiec z domowego pieca. Brawo. 5*****
    Z niecierpliwością oczekuję na następny odcinek.
    Pozdrawiam,
  • @1abezmetki 19:20:10
    Dziękuję za dobre słowo.
    Pozdrawiam.
  • A ma
    Pani jakieś zdjęcia Krynek i okolic? Jeśli tak, to czy może pani jest wkleić?
  • @zbig71 20:12:56
    Nie mam zdjęć własnych, ale w sieci jest coś takiego.
    https://www.google.ca/search?q=krynki+photos&tbm=isch&source=hp&sa=X&ved=2ahUKEwifrJ_v6NjlAhWhg-AKHdmxAAIQsAR6BAgJEAE&biw=1093&bih=494

    I tutaj Puszcza Knyszyńska
    https://www.google.ca/search?q=puszcza+knyszy%C5%84ska+photos&tbm=isch&source=hp&sa=X&ved=2ahUKEwjw1fa66djlAhWlVN8KHd0zAX4QsAR6BAgAEAE&biw=1093&bih=494&dpr=1.25
  • @Anna-PK 19:36:49
    A jakieś domieszki tatarskiej krwi ma?
    Bo ja mam powiązania z Brzostowicą, a z racji tamtejszych związków - mam 1/8 krwi tatarskiej.

    PS. Ponoć rasa żółta jest najinteligentniejszą. W Tybecie brali mnie za Chińczyka - znaczy geny są silne, do tego mam krzaczaste brwi....
    To jak - kuzynka, czy powinowata?
  • @Krzysztof J. Wojtas 20:28:58
    ;) Ja nie mam tatarskiej krwi, jestem blondynką i to "kądzieli jak i po mieczu." Chodziłam dom szkoły z Tatarką, miała na imię Ajsza, była bardzo piękna, ojciec był polskim Tatarem, a matka gdzieś z kraju muzułmańskiego. W "naszych stronach" dominowały bardzo jasne karnacje i blond włosy, to każda odmiana od tego była obiektem zazdrości.

    Co do inteligencji rasowej, to nie mam zdania, ale znam Chinczyków; są bardzo pracowici i niezwykle obowiązkowi. To jest już charakter kultury w jakiej są wychowywani opartej na konfucianizmie.
  • @Anna-PK
    Brawo .Salute 5*
  • @Anna-PK 20:49:04
    E.... zwykła krajanka....i to ze szlacheckiego zaścianka.

    PS. Fakt, że jak się przejeżdża tamtędy, to wyraźnie da się rozróżnić wieś szlachecką od włościańskiej.

    PS. A córka ma lekko skośne oczy. I jedna z wnuczek ma lekko oliwkowo karnację. Ale tam to już duży mix.
  • @Autor
    *5
    Bardzo ładne.
    Dziękuję!
  • @Krzysztof J. Wojtas 21:08:15
    Zaścianki, czyli szlacheckie wsie, miały i chyba mają większość mieszkańców o takim samym nazwisku; np. Pogorzelscy z Pogorzałek, albo Geniusz, ze wsi Geniusze.
    Jest to wynik prawa jakie było w Polsce praktykowane; czyli podziały ziemi między członków rodziny. W Anglii, czy w Niemczech, było prawo, że ziemię, majątek, dziedziczył najstarszy syn. Reszta dzieci dostawała rentę pieniężną. Tym sposobem majątki były bardziej wydajne, a młodzi bez majątku, ludzie szukali przyszłości w wojsku, prawie, czy medycynie. Dziewczyny oczywiście wychodziły za mąż.
  • Województwo Podlaskie - lasy, jeziora - to zupełnie inna, przurocza Polska
    Witam Panią,

    Bardzo lubię województwo podlaskie - i wogóle tę część Naszego Kraju.

    Byłem kiedyś w Puszczy Knyszyńskiej ale nigdy, niestety w Krynkach...
    Wygląda na to, że to wyjątkowo urocze miejsce... jak widać z artykułu, Chyba źle zrobiłem - i muszę ten błąd wkrótce naprawić.

    Moim ulubionym miejscem są Suwałki i Jezioro Hańcza...
    Uwielbiam tam pływać, kiedyś przypłynąłem to jezioro kilka razy wszerz.

    Wogóle - wojewodztwo Podlaskie, puszcza Knyszyńskia inne lasy, jeziora - to zupełnie inna - przeurocza Polska.

    Serdeczne pozdrowienia i ukłony
  • @Ryszard Opara 23:39:53
    Dziękuję z dobre słowo.
    Krynki, to prawie granica, kiedyś trzeba było mieć dokumenty przy sobie, bo to pas przygraniczny (albo być miejscowym).

    Moje sentymentalne wspomnienia chyba nieco podbarwiają walory tech miejsc. W każdym razie to są resztki Kresów i innych już nie ma.
  • 5*
    Chociaż mieszkałem na Zachodzie Polski to jednak żonę znalazłem aż na Podlasiu. Co tu dużo gadać - warto było!
  • @Anna-PK 21:50:51
    Tak było kiedyś.
    Ale teraz jak sprawdzi się powiązania nazwiskami z rejonem, to okazuje się, że nazwiska przejęli Żydzi pochodzący z danego terenu.

    No i na Zachodzie większość "Polonii z nazwiskami" jest określonej proweniencji. Sprawdzałem to na przykładzie rodzinnych powiązań.

    PS. U was kartacze, czy kiszka?
  • "Moja Polska, mityczny kraj."
    -----------------
    Ech - ta tęsknota za obcowaniem z przyrodą nie naruszoną - kłami wykolejonej cywilizacji. To jest bezcenne - i w coraz większym stopniu nieosiągalne.
  • @Krzysztof J. Wojtas 20:28:58
    Kryteria inteligencji?
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:10:03
    A może cepeliny?
  • @Wican 09:13:49
    Jedna jednostka: Wican.
    Trzy Wicany - Hades.
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:10:03
    U nas kiszka, ale też pyszny chłodnik. Kiszki ja już nie robię, ale chłodnik tak, nawet znajduję uznanie u własnych smakoszy. ;)

    Co do nazwisk, dzisiaj już nie ma znaczenia, bo tam już mało kto mieszka i o nazwiska nikt nie pyta, a żyda, to chyba trzeba by przywiązać. ;)

    Z powojennymi Krynkami jest związane jedno nazwisko nieżyjącego już pisarza Sokrata Janowicza. Niestety ani go nie znałam , ani nic nie czytałam. Pisał po białorusku, a ja po białorusku mówię biegle, ale z pisaniem, czy czytaniem, to zupełnie inna sprawa.
    http://sonca.org/szerokim-gocincem-przez-lata.-zycie-i-tworczoc-sokrata-janowicza.html

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031