Na podstawie: https://nationalinterest.org/blog/middle-east-watch/9-lessons-iraq-war-134567 Autor: Robert D. Kaplan.

Od siebie dodam, że ta lekcja ma odniesienie do innych działań politycznych; jest o władzy i o anarchii.  
 „Prawdziwym skarbem człowieka jest skarb jego błędów, ułożonych kamień przy kamieniu przez tysiące lat” - mówi Jose Ortega y Gasset, wielki hiszpański filozof z początku XX wieku. Aby pamiętać o przeszłości w całej jej palącej złożoności, to jest to, co dzieli nas od małp.
 Zgodnie z tą logiką wojna w Iraku, która rozpoczęła się siedemnaście lat temu mija w tym miesiącu, powinna stanowić jeden z klejnotów w koronie wiedzy i doświadczeń w kręgach amerykańskiej polityki zagranicznej.
Jakie lekcje wyciągam ze wsparcia wojny w Iraku?
Uświadom sobie, że zawsze może być gorzej. W latach 80  kilkakrotnie jadąc do Iraku miałem problemy i władze irackie konfiskowały mi paszport na dziesięć dni. Nie wyobrażam sobie bardziej przerażającego reżimu niż reżim Saddama Husseina. Dopiero gdy zdałem relację z Iraku podczas amerykańskiej okupacji wojskowej, pierwszej ręki doświadczyłem, jak anarchia -  jest gorsza niż tyrania i dlatego Irak  po 2000 roku był jeszcze bardziej przerażający niż wcześniej był pod rządami Saddama.
W związku z tym nie podejmuj działania, bez względu na to, jak represyjne są władze. Jeśli nie ma się kompleksowego planu wszczepienia nowego i lepszego reżimu, nie graj roli Boga. Jak zauważył ten niezachwiany interpretator ludzkiej kondycji, Albert Camus, buntownik jest moralnie zobowiązany do przygotowania lepszego systemu, który zastąpi ten, który chce obalić, w przeciwnym razie sam jego bunt jest moralnie skażony. Porządek musi nadejść przed wolnością, ponieważ bez centralnej władzy nikt nie ma wolności.
W Iraku ponieśliśmy porażkę, ponieważ wysoko postawieni politycy nie wiedzieli rzeczy, które przedsiębiorczy dziennikarze wiedzieli o tym miejscu. Poznałem Irak dobrze w latach 80tych, ale nie doświadczyłem pogorszenia się podziałów wyznaniowych, a także dramatycznego osłabienia społeczeństwa irackiego w latach 90 pod siłami sankcji, co sprawiło, że Irak był szczególnie podatny na rewolucję w stylu iranskim.
Szczegółowa wiedza powinna prowadzić do pokory na temat tego, co można, a czego nie można osiągnąć w danym miejscu, a pokora powinna prowadzić do zakładania najgorszego scenariusza.Obserwacja z bliska, w terenie, jest ważniejsza nad iluzją i logicznym rozumowaniem z daleka. Udana interwencja staje się możliwa tylko przy założeniu najgorszej z sytuacji. Inwazja oznacza rządzenie. A zarządzanie wymaga szczegółowego, wcześniejszego planowania.
Nie licząc wojny totalnej, nie przeceniaj roli wojska. Irak był wojną średniej wielkości, a nie wojną totalną. Średnie wojny, toczone przy użyciu ograniczonych środków, w których na froncie jest armia i ludność w centrum handlowym, są tymi, z którymi źle radzą sobie masowe demokracje. Wojny średniej wielkości wymagają szczególnie subtelności, z kluczową, ponadgabarytową rolą dla dyplomacji, operacji wywiadowczych i spraw cywilnych na obszarach wyzwolonych.Ucząc się od Iraku, powinniśmy uważać na nadmierną militaryzację naszego konfliktu z Chinami. Taki sposób postępowania mógłby z czasem zrazić liberalne instytucje zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie.
Choć decyzja o inwazji na Irak była podejmowana wiele miesięcy, jego katalizator - zapadł tuż po wydarzeniach z 11 września, kiedy przez kilka tygodni zarówno społeczeństwo, jak i elita zjednoczyły się i praktycznie szukały krwi.Decydenci nie uważali,  że taka jedność i żarliwość nie mogą trwać, a pomysły powstałe w przypływie jednego nastroju społecznego, będą oceniane  w innych już okolicznościach.
Ryzyko i koszty należy mierzyć pod względem tego, co jest obecnie praktyczne. Ludzie, których znam, którzy wspierali wojnę w Iraku, naprawdę chcieli bardziej humanitarnego i liberalnego Bliskiego Wschodu.A Saddam był nie tylko dyktatorem, ale przesiąkniętym krwią totalitarnym nieporównywalnym z żadnym innym regionalnym tyranem. Cel wydawał się tak godny i zwycięstwo, na początku, było naprawdę wspaniałe...
D. Kaplan