Głos niemiecki. Sigmar Gabriel 17 lipca 2020r. Liderzy Europy, którzy mówią o potrzebie „fundamentalnej” zmiany w sojuszu transatlantyckim, nie mają racji.

Stosunki ze Stanami Zjednoczonymi zostały już nieodwracalnie zmienione, a to, co najbardziej wymaga aktualizacji, to koncepcja europejskiego przywództwa w  samej Europy.
 Politycy, którzy nie wiedzą, co robić w obliczu nowych lub trudnych okoliczności, często uciekają się do pustych fraz. Z pewnością wydaje się, że tak jest w przypadku Europy i jej zmieniających się stosunków ze Stanami Zjednoczonymi.
                                                     
Na przykład niemiecka kanclerz Angela Merkel twierdzi teraz, że stosunki transatlantyckie wymagają „fundamentalnej” ponownej oceny, a niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas twierdzi, że istnieje „pilna potrzeba działania”. Ale co to znaczy? Gdzie są konkretne propozycje określające, co takie działania powinny pociągać za sobą?
Faktem jest, że my Europejczycy - zwłaszcza my Niemcy - od dawna pocieszyliśmy się założeniem, że powojenny porządek utrzymałby się mniej więcej po rozpadzie Związku Radzieckiego. W końcu USA były jedyną supermocarstwem i okazało się, że jest to nasz najbliższy przyjaciel.Podczas gdy my zadbaliśmy o siebie w domu, USA (z niewielką pomocą uzbrojonych w broń nuklearną francuskich i brytyjskich przyjaciół w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych) przyjęli odpowiedzialność za cały świat.
                                                                                                                                  
Ale od czasu wstrząsów geopolitycznych w latach 90. XX wieku USA - w przeciwieństwie do większości Europejczyków - rzeczywiście zastanowiły się nad zmieniającym się światem. Stwierdzono, że w XXI wieku będzie musiał więcej myśleć o Azji - mianowicie Chinach - co oznaczałoby, że mniej skupi się na Europie i świecie transatlantyckim. Dlatego starając się ograniczyć zaangażowanie Ameryki na Bliskim Wschodzie i w Europie, prezydent USA Barack Obama ogłosił „zwrot do Azji”, który od tego czasu przekształcił się w luźno zdefiniowaną strategię „Indo-Pacyfiku” za prezydenta USA Donalda Trumpa.
 
Teraz, gdyChiny zastąpiły Związek Radzieckijako główny geopolityczny rywal Ameryki, narasta rozmowa o nowej zimnej wojnie, a nie tylko wśród bardziej jastrzębi republikańskich sojuszników i doradców Trumpa. Mimo to Trump jest z pewnością pierwszym prezydentem USA, który otwarcie zażądał od Europy lojalności i odszkodowania. Przez ostatnie trzy i pół roku przesłanie ze Stanów Zjednoczonych było takie, że jeśli Europa - zwłaszcza Niemcy - nie zapłaci, nie będzie mogła liczyć na ochronę USA na podstawie art. V Traktatu Północnoatlantyckiego.
Już teraz powinno być oczywiste, że Europa musi przestać być królikiem węża amerykańskiego.Ameryka zrobi wszystko, co uzna za najlepsze, a jeśli Trump wygra drugą kadencję w listopadzie, nawet NATO nie będzie bezpieczne. Nawet jeśli domniemany demokratyczny pretendent Trumpa, Joe Biden, zwycięży, Stany Zjednoczone nie powrócą nagle do formy powojennej. Z Trumpem lub bez, USA nadal będą mniej patrzeć na Atlantyk, a bardziej na Pacyfik. Za kilka lat Amerykanie europejskiego dziedzictwa nie będą już stanowić większości obywateli USA.
Co więcej, dwie trzecie Amerykanów już uważa, że ​​ich kraj „odgrywa rolę światowego policjanta bardziej niż powinien”, co sugeruje, że każda przyszła administracja będzie odczuwać presję, aby ograniczyć amerykańską obecność wojskową na Bliskim i Środkowym Wschodzie. To z kolei jeszcze bardziej zmniejszy wieloletnie znaczenie Niemiec jako bazy dla operacji amerykańskich na Bliskim Wschodzie, w Afryce i gdzie indziej.
 
W tych okolicznościach Europa musi zacząć określać swoje własne interesy i wyjaśnić środki (wojskowe, gospodarcze, polityczne), za pomocą których je osiągnie. Na przykład Niemcy nie powinni pozwolić poglądom prezydenta USA wpływać na ich wewnętrzne debaty na temat wydatków na obronę.
 
To samo dotyczy stosunków europejskich z Chinami. W jaki sposób Unia Europejska zamierza uniemożliwić każdemu państwu członkowskiemu prowadzenie własnej polityki Chin? Odpowiedź na to pytanie - i opracowanie szerszej strategii postępowania z Chinami - będzie znacznie ważniejsza dla stosunków transatlantyckich niż wkład NATO, redukcja wojsk lub kwestie handlowe.
Na szczęście, biorąc pod uwagę geopolityczną dynamikę XXI wieku, nawet Stany Zjednoczone wkrótce zdadzą sobie sprawę, że samodzielne przejście jest niebezpieczną grą. Globalne zagrożenia, takie jak zmiany klimatu, rozprzestrzenianie broni jądrowej i pandemie, można rozwiązywać tylko zbiorowo, a potrzeba silnego partnerstwa transatlantyckiego stanie się oczywista, gdy kwestie te staną się na pierwszym planie. Jednak odnowienie relacji będzie możliwe tylko wtedy, gdy Europa zjednoczy się w kluczowych kwestiach.Wewnętrznie podzielona UE nie może być poważnym partnerem dla nikogo.
 
Dla Europy stosunki transatlantyckie pozostaną czymś domyślnym. Europa zdecydowała się na sojusz z USA 75 lat temu i tam pozostanie. Nie ma możliwości „równości” w stosunku do Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji, ponieważ dwie ostatnie mają zasadniczo odmienne poglądy na niepodlegające negocjacjom kwestie zarządzania.
„Zachód” nie jest jednak terminem geograficznym; jest to powszechnie stosowany projekt polityczny oparty na rządach prawa, niezawisłości sądów, wolności słowa, niezależnej prasie i innych podstawowych wartościach liberalnych. Niezależnie od Trumpa, Europa i USA razem nadal są wiodącymi przedstawicielami tych pomysłów.
Wyzwaniem dla Europy jest teraz wykazanie, że można znaleźć równowagę między swobodą jednostki a wzajemną odpowiedzialnością. Jak pokazała początkowa faza kryzysu COVID-19, łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Ale od tego czasu Merkel i francuski prezydent Emmanuel Macron zrobili krok we właściwym kierunku dzięki wspólnej propozycji europejskiego funduszu naprawczego.
 
Europejczycy powinni zdawać sobie sprawę, że kiedy mówią o „fundamentalnym” przemyśleniu swojego stosunku do Stanów Zjednoczonych, w rzeczywistości ujawniają zmianę własnego postrzegania siebie. Rzeczywiście istnieje „pilna potrzeba działania”. Europejczycy muszą działać sami i dla siebie. Dawno minęły czasy, kiedy mogliśmy usiąść wygodnie i pozwolić amerykańskim lotniskowcom rzutować nasze interesy.
Sigmar Gabriel, były niemiecki minister spraw zagranicznych i lider Partii Socjaldemokratycznej, jest przewodniczącym Atlantik-Brücke, członkiem rady nadzorczej Deutsche Bank i pisarzem medialnym Holtzbrinck Publishing Group.
https://www.project-syndicate.org/commentary/how-europe-germany-can-strengthen-nato-and-relations-with-us-by-sigmar-gabriel-2020-07