Publikacja Carnagie Mocow Centre, ośrodka badawczego polityki Rosji i postsowieckich państw . Dyrektor Dmitri Trenin. Ważne - głos z Moskwy dla Zachodu. https://carnegie.ru/commentary/82493

Kreml ma dość Łukaszenki, ale nie może pozwolić Białorusi podążać ścieżką Ukrainy i stać się kolejnym antyrosyjskim, natowskim bastionem na jej granicach. 
 
Ogólny schemat tego, co dzieje się obecnie na Białorusi, był przewidywany z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Prezydent Aleksander Łukaszenko przed wyborami wyeliminowałby poważnych przeciwników, pozostawiając bez większych problemów tylko tych, których mógłby pokonać; samo głosowanie byłoby sfałszowane; ogłoszenie zwycięstwa Łukaszenki w wyborach prowadziłoby do protestów; Łukaszenko stłumił protesty brutalną siłą; wtedy odrzuciłby zewnętrzną krytykę jako ingerencję w wewnętrzne sprawy Białorusi i pozostałby przy władzy. Innymi słowy, powtórka scenariusza wyborów z 2010 roku.
 
Jednak wbrew oczekiwaniom kilka elementów znacząco, a nawet istotnie zmieniło obraz. Jednym z nich był incydent Wagnera: dziwaczna operacja, podczas której białoruskie KGB na jedenaście dni przed głosowaniem aresztowało trzydziestu trzech podejrzanych rosyjskich najemników i oskarżyło ich o przybycie do Mińska w celu wywołania kłopotów podczas wyborów.
Aresztowania pozwoliły Łukaszence na wzmocnienie antyrosyjskiej retoryki. Zdezorientowany Kreml uznał to za próbę zdobycia przez białoruskiego władcę zgody na jego ponowną elekcję na proniepodległościowym i antyrosyjskim mandacie. Jakiekolwiek zaufanie do Łukaszenki w Moskwie całkowicie wyparowało. 
 
Drugim elementem była wytrwałość demonstrantów w Mińsku i na całej Białorusi, którzy po kilku dniach protestów nie poddali się, mimo że policja traktuje ich ręcznie, a w wielu przypadkach brutalnie bije. Brutalność, na którą miał nadzieję Łukaszenko, jak poprzednio, stłumi protesty w zarodku, doprowadziła do odwrotnego skutku, do powszechnego oburzenia i złości. To z kolei doprowadziło do trzeciego nieoczekiwanego rezultatu: rozszerzenie protestów poza zwykły tłum młodych mieszkańców miast zorientowanych na Europę, obejmując osoby starsze, nawet te, które kilka dni wcześniej mogły faktycznie głosować na Łukaszenkę w wyborach.
 
Sytuacja szybko się rozwija, a po drodze będzie więcej niespodzianek. Jednak można już wyciągnąć kilka wstępnych wniosków. Reżim Łukaszenki zdecydowanie stracił kraj. Może jeszcze utrzymać się przy władzy: grupa rządząca złożona z osobiście wybieranych  przez Łukaszenkę biurokratów i stale rotowanych przez Łukaszenkę nie rozwinęła widocznych pęknięć, a lojalność policji i służb bezpieczeństwa została potwierdzona osobistą odpowiedzialnością ich szefów za powyborcze represje. Klasyczny scenariusz kolorowej rewolucji tym razem nie zostanie rozegrany na Białorusi.
 
Jednak prezydent, który - gdyby pozwolił na przebieg wyborów bez ingerencji, mógłby nawet wygrać w pierwszej turze - stracił teraz poparcie społeczne. Pomimo oficjalnego wyniku 80 procent głosów oddanych na Łukaszenkę, nie było powszechnego sprzeciwu wobec ulicznych protestujących. To może sugerować, że Białorusini mieli swoje prawdziwe słowo nie w dniu wyborów, ale w dniach, które nastąpiły po nich.
 
Łukaszenko, autokrata, który pozornie w pojedynkę zbudował białoruskie państwo, mógłby przejść do historii jako ojciec współczesnej Białorusi, gdyby zdecydował się - jeszcze na początku tego roku - zrezygnować i zarządzać własną sukcesją. Teraz jest na dobrej drodze do nieuniknionego i niehonorowego wyjścia. Może to zająć tygodnie lub dłużej, ale to wszystko w przypadku Łukaszenki: jego legitymacja przepadła na zawsze. To najważniejszy wynik ostatnich wydarzeń. Ten wynik sprowadza także innych graczy na scenę, obok Białorusinów. Rozpoczyna się nowy akt dramatu.
 
Strategiczne położenie Białorusi na centralnej osi między Unią Europejską a Rosją sprawia, że ​​sukcesja po osobie, która żelazną pięścią rządzi tym krajem przez 26 lat, jest niezwykle ważna zarówno dla Moskwy, jak i dla Zachodu. Kreml nie jest poślubiony Łukaszence: ma go dość. Nie może jednak pozwolić Białorusi podążać ścieżką Ukrainy i stać się kolejnym antyrosyjskim, nastawionym na NATO bastionem na jej granicach i znacznie bliżej Moskwy. Nie może też pozwolić na bunt prowadzący do rzezi.
 
 Więc co należy zrobić? Istnieją cztery podstawowe opcje. 
 Po pierwsze, rosyjska interwencja zbrojna na Białorusi w celu ustabilizowania sojusznika: należy tego za wszelką cenę unikać ze względu na nieuniknione katastrofalne skutki. Druga opcjato nic nie robić i pozwolić Łukaszence upaść w nadziei, że ktokolwiek po nim przyjdzie, weźmie pod uwagę bliskie więzi Białorusi z Rosją, w tym w sferze gospodarczej: zbyt ryzykowne. Przewrót może przerodzić się w rozlew krwi, zmuszając Moskwę do skorzystania z pierwszej opcji. Po trzecie, należy wykorzystać zerwane stosunki Łukaszenki z Zachodem i otoczyć go mocnym uściskiem: przyniesie to efekt przeciwny do zamierzonego. To uczyniłoby Rosję wspólnikiem skazanego na zagładę reżimu i wywołałoby nienawiść do Rosji za pomocą własnych pieniędzy. Czwartą opcją jest wyjście poza Łukaszenkę i pokierowanie przekazaniem władzy w Mińsku.
 
Ta opcja oznaczałaby ułatwienie białoruskiej transformacji ustrojowej poprzez przekonanie Łukaszenki, że emerytura na emigracji jest dla niego w obecnych okolicznościach najmniej złą opcją. Oznaczałoby to jednoczesne zaangażowanie szerokiego spektrum osób publicznych na Białorusi i pomoc w wyłonieniu się nowego, szanowanego przywódcy tymczasowego, który przeprowadzi wybory w odpowiednim czasie. Oznaczałoby to także sondowanie Białorusinów na tematy w stosunkach dwustronnych, w tym na temat charakteru państwa związkowego i jego różnych elementów. Obejmuje to przyszłe parametry stosunków gospodarczych i bezpieczeństwa między dwoma krajami. Rozmowa musiałaby być szczera, a wzajemne zobowiązania potwierdzone lub skorygowane w razie potrzeby.
 
Zarządzanie kryzysem na Białorusi w taki sposób, aby ten kraj był dobrym sąsiadem i wiarygodnym partnerem dla Rosji, może wydawać się zbyt skromne w porównaniu z długotrwałą wizją państwa związkowego, ale lepiej jest porzucić złudzenia i uratować życie i pieniądze niż pozwolić, aby bliski krewny stał się nieubłaganym wrogiem. Nie wolno powtarzać przykładu tuż obok - Ukrainy.
 
 https://carnegie.ru/commentary/82493