Jeżeli ktoś myśli, że chodzi o kowidową epidemię, to od razu zapewniam, że o to nie chodzi. USA mają znacznie większy problem, którego zwykły "lock out" nie załatwia.

 Chodzi o najazd imigrantów. Tradycyjny najazd, a właściwie pieszy marsz, przeciwko któremu prezydent Trump budował ścianę zaporową, został wzmocniony nowym  marszem. Jest  to marsz  obywateli z Haiti.  

Wyspa Hispaniola na Morzu Karaibskim została odkryta przez Hiszpanów, a potem przejęta przez kolonistów francuskich  i zasiedlona  murzyńskimi niewolnikami z Afryki. Przechodziła różne koleje losu. Była tam własność  francuska, brytyjska i okupacja amerykańska. Powstały tam dwa niepodległe państwa. Sante Domingo, dzisiaj Dominikana i Haiti. Historia odnotowuje tam krwawo tłumione powstania Murzynów, którzy też nie pozostali bierni i krwawo wyrzynali swoich białych  władców.  Haiti to jest szczególny przypadek.  Oprócz braku stabilnej władzy, Haiti jest prześladowana trzęsieniami ziemi. Dzisiaj to kraj zamieszkały przez murzyńską biedotę i rządzony przez  gangi. 
Właśnie ta biedota, po ostatnim śmiertelnym zamachu na prezydenta i  kolejnym trzęsieniu ziemi, postanowiła przenieść się do USA.  Idą tysiące ludzi całymi rodzinami,  niosąc niemowlęta na rękach. Codzienne wiadomości pokazują ludzi przekraczających w bród  rzekę na granicy z Meksykiem. 
Wiadomości  meksykańskie: "VERACRUZ, Meksyk – Od tygodni głęboko niepokojące obrazy zdominowały meksykańskie wiadomości o haitańskich rodzinach ściskających szlochające dzieci w pieluchach, gdy próbują przedostać się do USA, aby ubiegać się o azyl. 
„Haitańczycy w Chiapas żyją w chaosie migrantów” – napisano miesiąc temu w jednym z artykułów w meksykańskiej gazecie krajowej El Universal. „Trzęsienie ziemi, burze i powodzie: ciągła walka z Haitańczykami” – piszą w tytule w El Sol de Mexico, również miesiąc temu. „Ponad 200 haitańskich migrantów odmawia opuszczenia autobusu w Veracruz”, głosi nagłówek w ogólnokrajowej publikacji Proceso.
Wreszcie już w USA  pokazywane sa tłumy pod gołym niebem, w tegorocznej spiekocie, rozłożone na ziemi.  Amerykanie odpierają nadchodzących w różny sposób. Najskuteczniej  im wychodzi wsadzanie do samolotu i wywóz  do Haiti z powrotem. I tak w tym bałaganie zostały wysłane dzieci, które nie pochodziły z Haiti, a które zgarnięto razem w tłumie. 
Tragiczne sceny  uwieczniane są  zdjęciami. Zdjęcie obrazujące jak   jezdziec na koniu  batem  traktuje  wędrującego  czarnego  przybysza szczególnie poruszyło widzów. Potem prostowano, że to zdjęcie to manipulacja. 
W czwartek Daniel Foote, specjalny wysłannik USA na Haiti, zrezygnował ze stanowiska w proteście przeciwko deportacjom. W liście powiedział, że „nie będzie kojarzony z nieludzką, kontrproduktywną decyzją Stanów Zjednoczonych o deportacji tysięcy uchodźców z Haiti”, powołując się na trwające kryzysy humanitarne w zubożałym kraju karaibskim.
Obwinia się prezydenta Bidena o to, że zaniedbał problem migracji,  krytykując  w tym temacie działania prezydenta Trumpa, dopuścił się tego zaniedbania. Jednym słowem USA  mają niekończący się bolesny problem  u własnych granic nie tylko gdzieś tam daleko w świecie.