Aby nie było nudno, bo to covid i jesień, przedstawiam Wam, międzynarodowy konflikt, w pobliżu polskich granic. Zapewne nawet Polacy nie są tego świadomi, jakie groźnie rozgrywki tam się odbywają.

WILNO — Rozgrywka dyplomatyczna między Litwą a drugą co do wielkości gospodarką świata rozpoczęła się od jednego słowa.
 
W sierpniu Wilno zatwierdziło wniosek Tajwanu o utworzenie „tajwańskiego” przedstawicielstwa w tym kraju. Używanie tej nazwy obraziło Pekin, który upiera się, że wyspa jest częścią Chin i woli zamiast tego używać „Tajpej”.
Awantura szybko się nasiliła. Chociaż w Wilnie podkreślano, że to posunięcie nie stanowi wyzwania dla polityki Pekinu „jednych Chin”, decyzja ta – pierwsza tego typu w Europie – była postrzegana przez wielu jako potencjalny pierwszy krok w kierunku ostatecznego uznania Tajwanu za odrębny kraj.
 
Chiny odwołały swojego ambasadora, dyplomatyczną formę protestu, z której nie korzystały od lat, i nalegały, aby Litwa wycofała swojego wysłannika. Usługi pociągów towarowych łączących Wilno w ramach chińskiej Inicjatywy Pasa i Drogi zostały zawieszone; podobnie jak nowe licencje, o które starali się litewscy eksporterzy żywności. Początkowe oczekiwania, że ​​Litwa może stać się ważnym miejscem docelowym dla chińskich inwestorów  UE, rozwiały się.
 
„To jak klasyczne chińskie powiedzenie: »Zabicie kurczaka, by przestraszyć małpę«” – powiedział starszy dyplomata UE w Chinach, prosząc o anonimowość, ponieważ nie był upoważniony do publicznego komentowania. „Pekin wysyła wiadomość, że każdy, kto pójdzie za przykładem Litwy, odważy się mu przeciwstawić, poniesie poważne konsekwencje. A takie przesłanie najlepiej sprawdza się w mniejszym kraju”.
Pekin obserwuje teraz, czy małpa — Unia Europejska — stanie po stronie kurczaka, czy rzeźnika.
 
Stany Zjednoczone już poparły Wilno. W zeszłym miesiącu sekretarz stanu Antony Blinken podkreślił „niezłomne wsparcie USA dla Litwy w obliczu próby wymuszenia ze strony Chińskiej Republiki Ludowej” po spotkaniu w Waszyngtonie ze swoim litewskim odpowiednikiem.
 
Jak dotąd UE była bardziej niejednoznaczna. W swoim niedawnym dialogu strategicznym z chińskim ministrem spraw zagranicznych Wang Yi, szef polityki zagranicznej UE Josep Borrell bronił Litwy, ale także starał się uspokoić Pekin, że UE nie kwestionuje swojej polityki „jednych Chin”.
„UE i jej państwa członkowskie mają interes w rozwijaniu współpracy z Tajwanem, podobnie myślącym i ważnym partnerem gospodarczym w regionie, bez uznania państwowości” – powiedział Wangowi.
 
We wtorek 27 przywódców UE zebrało się na kolacji, podczas której omówiono stosunki UE-Chiny, podczas której prezydent Litwy Gitanas Nausėda wezwał swoich rówieśników do wysłania przesłania „jedności” wobec Chin. Kolacja zakończyła się tym, co Borrell nazwał „bardzo interesującą debatą”.
 
„Istnieje duża dwubiegunowość między Chinami a Stanami Zjednoczonymi z jednej strony, a z drugiej wielobiegunowość aktorów” – powiedział. „A Europejczycy muszą działać; Europejczycy muszą stworzyć wspólną kulturę strategiczną, aby dzielić się wyzwaniami, przed którymi stoją”.
 
Podczas gdy strategiczny kompas UE wciąż jest opracowywany, jedno jest jasne: stawiając czoła Pekinowi, Litwa – licząca 2,8 mln mieszkańców – umieściła temat Tajwanu i stosunków z Chinami na bardziej widocznym miejscu w agendzie UE w sposób, w jaki przywódcy Pekinu i wiele europejskich stolic unikało od lat.
I przynajmniej na razie Wilno nie wykazuje oznak wycofywania się.
 
Litwa twierdzi, że nie miała zamiaru denerwować Pekinu, a kilku litewskich urzędników wysokiego szczebla powiedziało, że chcieliby załagodzić spór, ale wydaje się, że nie ma żadnych oznak zbliżenia. Wręcz przeciwnie, wkrótce Litwę, a także Czechy i Słowację odwiedza tajwańska delegacja handlowa pod przewodnictwem rządu.
„Rozwiązanie tej sytuacji zależy od obu stron. Jesteśmy gotowi do rozmowy, ale nie bylibyśmy gotowi do ponownego rozważenia… naszej decyzji” – powiedział POLITICO Nausėda w wywiadzie. „W Unii Europejskiej jest wiele przedstawicielstw, które zostały założone [przez Tajwan] w ciągu ostatnich 20, 25 lat. A Litwa nie zrobiła w tym względzie nic szczególnego”.
 
Litwa nie jest pierwszym krajem UE, który wdał się w dyplomatyczny spór z Pekinem – ale jest to niezwykłe, ponieważ ma niewiele do stracenia w tej sporze.
Kraje takie jak Francja i Niemcy mają znaczące powiązania biznesowe z Chinami, co utrudnia ich przywódcom zajmowanie krytycznego stanowiska, nawet w kwestiach takich jak zarzuty ludobójstwa i pracy przymusowej w dalekim zachodnim regionie Xinjiang w Chinach. Inne rządy, takie jak Grecja czy Węgry, są uzależnione od chińskich inwestycji.
Kiedy w 2013 roku hiszpański sąd wydał międzynarodowe nakazy aresztowania pięciu emerytowanych najwyższych komunistycznych urzędników za zbrodnie przeciwko ludzkości w Tybecie, Madryt – świadom, że duże ilości obligacji rządowych są w rękach chińskich – szybko się zatrzymał. Niedawno Szwecja była niechętna eskalacji sporu dotyczącego praw człowieka na poziom UE, kiedy Gui Minhai, szwedzko-chiński księgarz, który publikował tytuły krytyczne wobec Partii Komunistycznej (i osobiście prezydenta Chin Xi Jinpinga), został skazany na 10 lat więzienia.